Trzeba ugiąć kolana

sculpture-391458_1920

Do dzisiejszego wpisu zainspirował mnie tekst napisany przez Anitę. Po prostu wyjęła mi z ust to, co od jakiegoś czasu twierdzę niezłomnie i często jestem sprowadzana do parteru za takie myślenie.

Mam zaburzenia lękowe – to już jest jasne. Po trzech latach spokoju nastąpił nawrót lęków i paniki – za wiele stresu i dłuższa chwila nieuwagi (dałam ciała, bo przestałam dbać o to, by nie kumulować napięcia). Wszystko wróciło jak na początku, ale było inaczej, bo w jednej chwili na miejsce wróciły informacje co to jest i co się może ze mną dziać oraz dlaczego się tak dzieje. Połowa sukcesu była za mną. Przyznam, że nie było łatwo. Chyba instynktownie uruchamia się zawsze chęć do walki. Tym razem też stałam jak na ringu i chciałam bić. Wszystko co słyszałam było złe, uważałam że każdy mi źle radzi. Nawet mój największy terapeuta – własny mąż – chwilami brzmiał mi jak wróg: on mówił jedno, ja kiwałam głową i robiłam dokładnie odwrotnie. Taki stan trwał kilka dobrych tygodni. Umęczyłam się strasznie… W końcu – jak kiedyś – powiedziałam “dosyć z tym!!!”. Raz się udało, drugi też się uda. Jak nie spróbuję to nic nie zmienię. Poświęciłam kilkadziesiąt minut – w totalnej samotności – żeby przypomnieć sobie kim jestem.

Jestem dojrzałą kobietą, matką i żoną, która ma zaburzenia lękowe i będzie miała do nich skłonności zapewne już na zawsze (jak trzeźwy alkoholik), zawsze będę musiała poświęcić czas dla swojej duszy i ciała, by nie gromadzić napięcia. Muszę zmienić nastawienie do świata, bo walka i negowanie wszystkiego na nic się nie zda – będzie tylko frustrować… Muszę swoim lękom i wszelkim “demonom” powiedzieć niczym do kata: “Czyńcie swą powinność…”

Trzeba upaść przed sobą na kolana i pochylić głowę przed swoim problemem. Dokąd nie zaakceptujemy swoich demonów, będziemy przegrani. Trzeba zmienić myślenie – przestać wymagać, by traktowano nas ulgowo, bo mamy to i to… Nie każdy wie co nam jest i nie ma obowiązku wiedzieć. My – jak chcemy możemy to wyjaśniać, ale nie zawsze ma to sens, właściwie bardzo rzadko ma to sens, bo ludzie nic nie wiedzą o dolegliwościach, chorobach etc. Nawet depresja to dla nich kilkudniowy smutek, który każdy przecież ma… Musimy pogodzić się, że nasi znajomi mogą nas opuścić – przecież nie jest łatwo z nami być (narzekamy, źle się czujemy, myślimy tylko o sobie). Oni tak nas widzą… nie wiedzą jaki koszmar jest w nas w środku. Ale skąd mają wiedzieć? Dokąd nie doświadczą, nie poznają… Po prostu mają inne sprawy.

Świat się zmienił. Przeraża mnie to. Nie ma drugiego człowieka. Jest mamona. Jest tablet i komputer. I kolega z Facebooka. Stołem stała się klawiatura laptopa – widać to po ilości okruchów między klawiszami. Zamiast w czasie obiadu patrzeć na męża czy żonę, albo na dzieci, patrzymy w monitor… Śmiejemy się z memów udostępnionych przez “znajomych”, których się nawet na oczy nie widziało a nie wykrzywimy nawet ust, gdy ktoś w domu powie coś zabawnego… Nie wiem do czego to prowadzi. Na pewno do jakiejś dehumanizacji…

Powtórzę za Anitą: “Obudźcie się…”

2 komentarze

  1. Stawiasz czoła sobie samej. Jesteś świadoma siebie, swoich lęków i „demonów”. To już dużo. Z czasem nauczysz się obchodzić się z tą osobą, którą widzisz w lustrze. Z czasem zaczniesz się lepiej z nią dogadywać. jeśli nie skusi Cię, by iść na skróty, szybciej i łatwiej. Wiesz ilu ludzi nie jest tego świadoma? Jesteś w tej komfortowej sytuacji, bo wiesz… A to jest pierwszy i najważniejszy krok. Stawiać czoła sobie powinien każdy człowiek. Każdy powinien to robić, bez wyjątku. Dla mnie jest to tak normalne, jak oddychanie. Niektórzy jednak myślą, że im to niepotrzebne, bo nie mają depresji czy nie widzą większych problemów. Nie dostrzegają pewnych korelacji czy powiązań. Tymczasem wielu schematów, programów w sobie nie jesteśmy świadomi, a one w nas są.

    Bardzo Ci dziękuję za to, że się odezwałaś.

    1. Anito, jestem już świadoma siebie i wiem, że trzeba nad sobą pracować. Jeśli przestaniemy, staniemy się marionetkami albo zwierzętami – zależy kto ma do czego skłonności. Z racji moich zaburzeń w końcu się otrząsnęłam i zaczęłam działać – na początku plakaty i zdania motywujące na ścianach, by nie zapomnieć co wolno mi myśleć 🙂 od dwóch tygodni jestem na diecie, bo czas zrzucić kilkanaście kilogramów, zaczęłam ćwiczyć i naprawdę moje myślenie się zmienia… mam więcej energii i nie mam złych myśli, mojemu ciału chyba służy porządek jaki zaczęłam robić w swojej głowie 🙂

      mojecodzienneboje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *