Trudne powroty

couple-2714254_640

Powroty są bardzo ciężkie, bo nigdy się nie wie od czego zacząć… Minęło tyle miesięcy od ostatniego wpisu. Niestety, nie znaczy to, że coś się zmieniło u mnie… Nerwica lękowa nadal działa. Mała dziewczynka nadal we mnie mieszka i bywa, że jest bardzo samotna. Moje zagłębienie się w przeszłość i odnalezienie odpowiedzi na pytanie “jak to się w ogóle zaczęło?” pomogły, ale nie na długo… Tak to już jest, że wszystko u mnie działa dokąd nie pojawi się jakaś stresująca sytuacja – wtedy, warstwa po warstwie, rośnie jakiś nadbagaż na mojej duszy a potem rusztowanie nie wytrzymuje i następuje bolesne rozładowanie w postaci różnych symptomów albo – co najgorsze – napadów lęku prowadzących do ataku paniki.

Ponieważ rok 2017 nie był zbyt łaskawy dla mnie, a wręcz zakpił ze mnie, nie było dobrze. Już od stycznia miałam kilka tygodni potwornego stresu, który – bądźmy szczerzy – sama sobie zafundowałam, z własnej głupoty. Okres do wakacji upłynął pod znakiem “kontuzji” męża i Komunii Św. córki. A potem przyszła jesień i trafiłam do szpitala z zapaleniem płuc – skąd się wzięło, nie wie nikt… Istnieje przypuszczenie, że to wirus albo jakaś niedoleczona infekcja. Ból jaki mi towarzyszył nie podlega skali od 1 do 10. Cięcie cesarskie i okres dochodzenia do siebie po nim jest niczym w porównaniu do bólu jakiego doświadczałam przez dłuuugie 3 tygodnie. Dwie serie antybiotyków – najpierw mix dwóch w szpitalu, potem w domu kolejna seria (40 tabletek). Nie wiem czy to ból, czy stres chorobowy czy może działanie antybiotyków, ale widzę do dziś “zniszczenie” jakie się we mnie dokonało – zmarszczki pod oczami, siwe włosy i jakaś sucha wiotka skóra na całym ciele.

Zachorowałam dokładnie 7 września, dziś mamy 3 stycznia i można rzec, że czuję się dobrze od mniej więcej dwóch tygodni. Kiedy odszedł ból (razem z płynem w opłucnej) pozostały dziwne zawroty głowy – jakbym ominęła jeden stopień schodząc po schodach, taka sekundowa dezorientacja. Bałam się tego bardzo, ale potem uświadomiłam sobie, że jeśli to nie jest reakcja po zabójczych dawkach antybiotyku to może wiąże się to z tym, że rzuciłam palenie i mój mózg uczy się na nowo żyć bez trucizny – dostaje czysty tlen i ma szok. Cokolwiek to było, minęło…
Tak czy inaczej moje strachy i stany paniki wróciły i tańczą wokół mnie. Nie wiem co z nimi robić… Nie wiem czy mam jeszcze siłę robić cokolwiek… Może będę tylko tak trwać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *