Szok i przyzwolenie

violent-2985520_640

Na początku można przeżyć szok. Objawy są bardzo nieprzyjemne i nie przypominają niczego, co już się przeżyło. Powodują paniczny strach, bo nie mamy pojęcia co to jest, skąd przyszło i kiedy odejdzie. Nie znamy TEGO, a zwykle najbardziej boimy się tego co nieznane… Należy więc poznać wroga. Kiedy przyswoimy wiedzę teoretyczną, dojdziemy do wniosku, że w czasie ataków nie dzieje się z nami nic nadzwyczajnego, to po prostu normalne reakcje organizmu. Tak odrobicie pierwszą lekcję z cyklu radzenia sobie z nerwicą – racjonalizować jej objawy.

Ale tu muszę się zatrzymać… Nie można samemu wystawiać sobie diagnozy, że mamy nerwicę lękową czy jakiekolwiek inne zaburzenie. Potrzebujemy lekarza. Jeśli czytacie mnie od pierwszego wpisu, wiecie, że u mnie był to neurolog. To dzięki jego działaniom została mi postawiona diagnoza i dostałam na początku leki – moje objawy nie pozwalały mi normalnie funkcjonować a ze względu na fakt bycia mamą malutkich dzieci musiałam stanąć na nogi szybko. Po pierwsze zatem – lekarz i diagnoza. Badania powinny wykluczyć choroby, które mogą powodować objawy podobne do objawów nerwicowych. Na przykład kołatanie serca może być skutkiem niedomagania tarczycy albo – co najgorsze – arytmii serca. Zakładam jednak, że masz zrobione badania, twoje wnętrze działa poprawnie i nie ma nic, co mogłoby powodować te nieprzyjemne doznania. Wracamy do tematu…

Racjonalizowanie objawów nerwicy nie jest łatwe. Jak wytłumaczyć zmęczonemu umysłowi, że ściskanie w mostku, poty i drętwienie kończyn górnych (w tym lewej oczywiście) to nie zawał skoro to klasyczne objawy zawału? No nie jest łatwo… ale skoro EKG, echo serca, ewentualnie dobowy holter nie wykazały nic co odbiega od normy to skąd niby ten zawał? Oczywiście słyszy się, że ktoś nagle dostał zawału i zmarł, ale ja nie do końca w to wierzę – na pewno coś musiało się z sercem dziać, ale albo ten ktoś nie chodził do lekarza, albo lekceważył objawy, albo cierpiał na jakieś choroby serca, ale po prostu nie zostały one namierzone… Tak sobie to tłumaczę, bo przecież nic nie bierze się z próżni, wszystko ma swoją przyczynę…
Poza tym owych zawałów zapewne przeszliście już kilka, a ja dopowiem, że jeszcze ich wiele przed wami. Nie brzmi to fajnie, ale to prawda.

Druga sprawa – będę to powtarzać do znudzenia – poddać się atakowi, dać przyzwolenie na te wszystkie nieprzyjemne doznania, pozwolić przetoczyć się temu przez nasze ciało, przeczekać… Bzdura? Nie do końca… Każdy opór to przegrana. Nasze ciało w czasie ataku wykonuje tak męczącą pracę, że kolejny wysiłek mu nie pomoże. Stawianie oporu nic nie da, bo atak się zaczyna i to cały mechanizm, kolejne trybiki kolejno się uruchamiają i nic nie jest w stanie tego powstrzymać… Jeśli z tym walczysz, to przegrasz… zostaniesz paskudnie zmiażdżony i jedyne co uzyskasz to poczucie klęski. Po prostu przeczekaj w dogodnej pozycji. U mnie zawsze sprawdza się owinięcie w puszysty koc i zwinięcie się na łóżku. Jeśli jest w domu mąż, to leży za moimi plecami i mocno mnie obejmuje. Ciepło jego ciała i spokojny oddech powodują, że po jakimś czasie sama zaczynam oddychać w jego rytmie i powolutku demony odchodzą.

A kiedy atak odejdzie, zaczynamy się bać, że przyjdzie kolejny. Tak!!! przyjdzie pewnie nie raz, ale nie musimy stać na baczność oczekując go – to nie jest dobry pomysł. Cokolwiek nie zrobimy on i tak nadejdzie jeśli ma nadejść. Warto wiedzieć, że myśląc o nim nieustannie tworzymy większe prawdopodobieństwo jego pojawienia się, jakby sami w końcu go wygenerujemy. To tylko prawo przyciągania – złe myśli tworzą złą rzeczywistość i odwrotnie. Po prostu ZAAKCEPTUJ, że masz nerwicę lękową i że wiąże się ona z takimi atakami. Jeśli to zrobisz, masz duże szanse, że będzie lepiej.

Jednak nic na siłę. Nie można udawać, że się nie boimy, ani “grać” luzu. Nerwica tego nie kupi… ona nie jest taka głupia. Może upłynąć sporo czasu zanim zrozumiesz, że nerwica Cię nie zabije, objawy nie uśmiercą a czekanie na atak tylko go przyspiesza. Ale przyjdzie dzień, kiedy po prostu ją olejesz… i ona odpuści. Taka wizja powinna być motorem Twoich działań, to powinien być punkt główny jaki masz osiągnąć. Ale powolutku, bardzo powolutku… nie załamuj się początkowymi porażkami, miał je każdy… upadłeś? wstań i idź dalej, zawsze przybliżasz się do celu, ale musisz iść…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *