Strach chwycił za gardło…

… i trzyma od kilku dni. Łatwo się pisało, gdy dni były spokojne i nic nie bolało. Od niedzieli mam ścisk w gardle, jakby mnie ktoś trzymał za szyję i wbijał palce, albo jakbym wstrzymywała płacz – takie dławienie. Uczucie niepokojące, powoduje odczucie, że mam za mało powietrza. Z tego powodu ciągle dotykam szyi, pocieram skórę z przodu, kręcę głową na boki jakbym chciała rozciągnąć mięśnie w szyi i karku. Tabletka na stany lękowe pomaga, ale zaczynam mieć wątpliwości czy ta dawka, którą mam odkąd zaczęłam przygodę z nerwicą jeszcze działa – to najmniejsza z możliwych. Boję się uzależnienia, benzodiazepiny są podłymi tabletkami i szybko można się do nich przywiązać. Z drugiej strony nie biorę ich codziennie. Tylko wtedy, kiedy przestaję panować nad lękiem, kiedy mnie to paraliżuje… kiedy boję się wyjść na zewnątrz, bo boję się, że tam umrę…

To jakiś koszmar… czasami tęsknię do tych długich miesięcy, kiedy byłam tylko ja i moja rodzina i świat wokół, każdego dnia tylko ten dzień, bez myślenia o przeszłości i przyszłości – takie nasze tu i teraz, taki spokój wewnątrz mnie… a potem burza w moim środku, w mojej głowie… jakiś jeden ból wywołuje potok myśli, że coś mi jest… że tym razem już na pewno mam jakąś chorobę… i widzę siebie w szpitalu, z masą wężyków i kabelków w ciele, słyszę pikanie aparatury potwierdzającej, że jeszcze żyję… widzę siebie jak kiedyś widziałam Mamusię… boję się, że umrę jak ona, w bólu i cierpieniu… te myśli są czasami tak natrętne… są chwile kiedy czuję, że nie mogę pomyśleć nawet o bólu czegoś, bo swoimi myślami wywołam faktycznie ten ból… już tak kiedyś zrobiłam… tylko dlaczego to działa tylko w jedną stronę – dlaczego umiem zawołać ból, powołać go do życia, ale nie umiem go zniszczyć? dlaczego tak destrukcyjnie na siebie działam?

Jest mi źle… jest mi siebie szkoda… biedna jestem z tym wszystkim… biedna albo głupia, prawda? Czuję się jak  przepełniony dzban, który nie pomieści już nawet kropli… a za chwilę mam poczucie, że w środku jestem jakaś pusta… jakby się wszystko wypaliło…

Dlaczego tego nie kontroluję? Jestem dorosłą kobietą, matką, skończyłam studia, potem przyszła chęć na drugi kierunek – zrobiłam to (jak mawiała koleżanka z dawnej pracy: mam podwójnego magistra haha), mam tyle talentów – szydełko, druty, robię kartki, albumy, zajmowałam się decoupagem, robiłam biżuterię, robię figurki aniołów z masy solnej i z zimnej porcelany, sama nauczyłam się korzystania z Photoshopa – projektuję kalendarze, kartki, zaproszenia, fotoksiążki i wiele innych rzeczy… ale moje projekty na pokonanie nerwicy są nieudane…

Dlaczego???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *