Lekcje wyganiania lęku

Trafiłam do przemiłej pani psycholog. To były ciężkie miesiące. Musiałam otworzyć przed nią – i jak się okazało także przed sobą – takie zakamarki umysłu, o którym istnieniu nie wiedziałam jakoś, myślałam że minęło, że zapomniałam… Nie, to tkwiło we mnie i gniło i mnie zatruwało. W skrócie – co dała mi terapia. Otóż dowiedziałam się skąd ten paniczny lęk, skąd strach. To moje dzieciństwo i rodzice, którzy jako jedynaczce zabraniali po prostu “żyć”. Byłam ciągle straszona – w czarnych scenariuszach opisywali czym może grozić jazda na rowerze, na łyżwach, co może mi się stać na kolonii, dyskotece… Oczywiście wydarzenia z mojego życia też dołożyły cegiełkę, bo tak naprawdę ten strach był ze mną od zawsze – jak czekałam na pierwszego męża, ta niepewność czy będzie trzeźwy czy znowu pijany, przejścia z kolejnym facetem, śmierć mamy (bardzo niespodziewana), wypadek, śmierć teściów (ukochanych) itd, itd. A ponieważ wszystko ma swoje granice, mój układ nerwowy eksplodował i pojawiło się to, co jest ze mną już tyle lat.

Jak się nie daję? Terapia nauczyła mnie co robić w momencie napadu paniki czy lęku.

Metoda nr 1
W momencie ataku mówić do nerwicy (jakkolwiek to zabrzmiało). Ja ją nazywam moją przyjaciółką, bo skoro już jest ze mną tyle i pewnie z nią skonam (ale najpierw zrobię z niej wraka) to można tu mówić o przyjaźni, może nieco “skrzywionej”, ale kto się czubi, ten się lubi. Mój tekst: “Jesteś znowu. Wiem, że to ty. Wiem, że czuję się teraz przez ciebie paskudnie, ale mam cię w nosie. Poczekam aż sobie pójdziesz, bo nic mi nie zrobisz, kiedyś się ciebie bałam, teraz wiem, że to tylko takie twoje sztuczki… itd” Długość zależy od siły ataku. Często jest to czysta improwizacja.

Metoda nr 2
Metoda znana jako “Tu i teraz”. W momencie ataku staramy się zmusić mózg do aktywności na innym polu. Zamiast rejestrować co się z nami dzieje, mózg musi zająć się czymś innym. Zaczynamy więc – najlepiej na głos czy szeptem – opisywać wszystko co jest teraz wokół nas. Przykład: “Jestem w pokoju. Pokój ma ciepłe, jasne ściany. Przede mną wisi mój ulubiony obraz. Mam go od kilku lat. To prezent od cioci. Pod nim stoi telewizor. Lubię oglądać filmy historyczne…… Siedzę na kanapie, jest z kremowej skóry. Moje stopy stoją na podłodze, mam klapki z fajnymi kwiatuszkami itd” Mam nadzieję, że wiecie o co chodzi.

Obie techniki bardzo mi pomogły i stosuję je do dziś. W następnym poście o moich objawach, czyli na co “umierałam”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *